piątek, 8 sierpnia 2014

Because I'm happy....



Rozdział 6


            Siedziała wygodnie w fotelu z zamkniętymi oczami. Myślała o tych wszystkich wydarzeniach, które zaszły w ostatnim czasie. O wypadku, o Antosiu, o jego mamie, o adopcji. Była taka zamyślona, że nie słyszała wołania Piotra, który właśnie nakrywał do stołu. Dopiero gdy do niej podszedł i pogładził po ramieniu wyrwała się z zamyślenia.
- Kochanie, kolacja na stole – wyszeptał.
- Już idę – uśmiechnęła się lekko na widok męża w kuchennym fartuchu.
            Postanowiła, że porozmawia z Piotrem o adopcji i miała nadzieję, że tym razem ani telefon, ani nic innego jej w tym nie przeszkodzi.
            Z kuchni dobiegał zapach naleśników. Uwielbiała je, najbardziej te z konfiturami wiśniowymi. Mogła zjeść ich niezliczoną ilość, czego zupełnie nie było widać po jej figurze.
- Nawet sobie nie myśl, że tym razem wygrasz. I tak zjem więcej – powiedziała Hana pełna zadowolenia z siebie.
- Musiałbym być chyba smokiem, żeby wciągnąć tyle naleśników co Ty – zaśmiał się Piotr.
- Chcesz powiedzieć, że jestem smokiem? O nie !
            Zaczęli ganiać się wkoło stołu cały czas się śmiejąc, co wyglądało przynajmniej zabawnie, aż w końcu wpadli sobie w ramiona.
- Piotr – spojrzała mu w oczy. Chciałabym Ci coś powiedzieć.
            Usiedli do stołu. Patrzyli sobie w oczy.
- Jeśli chcesz powiedzieć, że zamierzasz już wrócić do pracy to wybij to sobie z głowy – powiedział stanowczo.
- Nie, nie, zupełnie nie o to chodzi. Chcę z Tobą porozmawiać o czymś o czym myślę od dłuższego czasu, ale nigdy nie miałam odwagi Ci tego powiedzieć, albo jak już miałam tę odwagę to coś nam przeszkadzało.
- Hana – spojrzał na nią z czułością. – Przecież wiesz, że możesz powiedzieć mi o wszystkim.
            Wyciągnął do niej rękę. Ścisnęła jego dłoń.
- Piotr tak długo już staramy się o dziecko i nic się nie dzieje. Pomyślałam, że skoro nie mogę zajść w ciążę to może moglibyśmy adoptować dziecko?
            Wydusiła to w końcu z siebie, a moment, w którym Piotr zastanawiał się nad odpowiedzią wydawał jej się być wiecznością.
- Wiesz, że od dawna myślałem o tym samym? I tak samo jak Ty bałem się podjąć temat. Bałem się, że pomyślisz, że nie wierzę, że możemy mieć własne dziecko, że nie wierzę w Ciebie.
            Spojrzeli na siebie z radością. Nie musieli już nic mówić. Wszystko było jasne.
***
            Stała przy oknie i wpatrywała się w niezliczone ilości przejeżdżających samochodów. Doszła do wniosku, że dość użalania się nad sobą, że musi wziąć się w garść i normalnie żyć. Przecież nie ona jedyna na świecie straciła dziecko. Myśl o adopcji dodawała jej odwagi, tym bardziej, że Piotr nie miał nic przeciwko, a wręcz przeciwnie był bardzo pozytywnie nastawiony. Piotr podszedł do niej i mocno ją przytulił, splatając swoje ramiona na jej brzuchu.
- O czym tak myślisz?- zapytał.
- O nas – odwróciła się i zarzuciła mu ręce na szyję. – O tym, że przecież mamy siebie, a to tak wiele. Przepraszam Cię Kochanie, że nie umiałam ostatnio tego docenić.  Przepraszam, że skupiałam się tylko na użalaniu się nad sobą. Wiem, że Tobie też się to udzieliło. Ale koniec z tym. Obiecuję !
            Piotr nic nie odpowiedział tylko przyciągnął Hanę do siebie. Włożył delikatnie palce w jej włosy i zaczął całować bez opamiętania. Tęsknił za dawną Haną. Teraz nareszcie wróciła. Ich ostatnie zbliżenia skupiały się wyłącznie na staraniu o dziecko, teraz nareszcie byli skupieni wyłącznie na sobie.
***
- Piotr wstawaj, spóźnisz się do pracy – Hana stała nad łóżkiem i usiłowała zrzucić z Piotra kołdrę.
- Teraz to wstawaj, tak? A w nocy to kto mi nie dał spać? – wyglądał jak po maratonie.
- Oj tam, oj tam, bez przesady, jakoś za bardzo nie protestowałeś – zaśmiała się. No wstawaj, wstawaj, śniadanie czeka.
            Po dłużej chwili Piotr w końcu usiadł do stołu. Z natury był rannym ptaszkiem. A może nie tyle z natury co w pewnym etapie jego życia medycyna zmusiła go do wstawania o świcie. Najpierw studia, później staż, specjalizacja, przygotowywanie do operacji i tak w kółko. Dziś jednak z chęcią nie wychodził by z łóżka. Hana w przeciwieństwie do Piotra była pełna energii. Nareszcie od dłuższego czasu czuła się w pełni szczęśliwa. Spojrzała na ziewającego męża.
- Oj biedactwo się nie wyspało, przyzwyczajaj się Piotr – zachichotała.
            Zanim zdążył zaprotestować zadzwonił jej telefon. Na wyświetlaczu pojawił się numer Trettera. Odebrała w pośpiechu.
- Cześć Stefan…… Nie, nie obudziłeś nas……Tak? To fantastycznie….. Skontaktuję się z nią jak najszybciej….. Zadzwonię….. Stefan, dziękuję.
            Rozłączyła się.
- Dzwonił Tretter, znalazł pomoc dla mamy Antosia – mówiła podekscytowana. Muszę się z nią jak najszybciej spotkać. Pojadę do nich, dobrze?
            Pokiwał głową.
- A Ty przypadkiem nie pomyl kierunków i nie powędruj do łóżka zamiast do pracy – była ewidentnie rozbawiona.
- Jesteś dziś bardzo zabawna wiesz?
            Pocałowała go czule na pożegnanie. Włożyła kilka rzeczy do torebki, ubrała pospiesznie buty i wyszła z domu.
- Kocham Cię ! – usłyszała zamykając drzwi.

 

7 komentarzy:

  1. Cudowne! Czekam na kolejną część ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dasz jutro nexta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro mnie nie ma cały dzień w domu więc prawdopodobnie nie, ale postaram się jak najszybciej ;)

      Usuń
  3. czekam na następną Cz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu ja to dopiero dzisiaj czytam to nie wiem, ale żałuję, że nie wcześniej. Czekam z utęsknieniem! Piszesz o nich strasznie swobodnie i to jest właśnie to. ;) HaPi i adopcja- mega motyw. Czyżby Antoś? ;)) A końcówka z Piotrem to wyobrażam sobie, że przeżył takie fejs demolejszyn. xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Plis dodaj szybko next opowiadanie boskie:-) :-) :-)

    OdpowiedzUsuń